READ THIS STORY IN: 🇬🇧 EN, 🇭🇷 HR, 🇮🇹 IT

W samym środku zimy odkryłem w sobie niezwyciężone lato.
— Albert Camus
To był ekscytujący dzień. Właśnie wprowadziła się do nowego domu, uroczego domu z małym, zielonym ogródkiem. Od chwili, gdy przyszła go obejrzeć, zakochała się w nim bez pamięci. A kiedy tylko przekroczyła próg, poczuła, jakby dom otulił ją swoimi ścianami niczym ciepłym, powitalnym uściskiem. Miała silne przeczucie, że są sobie przeznaczeni.
Naprawdę kochała to miejsce. Rozpakowywanie, zwykle żmudne i monotonne, zajęło jej dosłownie kilka chwil — jakby rzeczy same wyskakiwały z kartonów na półki i do szafek, dokładnie wiedząc, gdzie jest ich miejsce.
Uwielbiała pić poranną kawę w ogrodzie, obserwując małe ptaszki kołyszące się figlarnie na gałęziach. Patrzyła na nie, a jednocześnie czuła ich spojrzenia na sobie — drobni, pierzaści sąsiedzi podlatywali coraz bliżej, wyglądając zza liści, ciekawi i chętni poznać nową przybyszkę.
Pewnego ranka zrobiła kawę i otworzyła drzwi wejściowe, gotowa wyjść na zewnątrz, lecz zatrzymała się w pół kroku. Lało jak z cebra. Niebo było ciężkie i szare. Zapowiadał się jeden z tych dni, które najlepiej spędzić pod kocem, z książką. „Zmiana planów” — pomyślała. Wzięła kawę do sypialni i, nie odsłaniając nawet zasłon, wtuliła się w przytulny fotel.
Dochodziła dziesiąta, więc postanowiła się podnieść. Odsłoniła zasłonę. Niebo wciąż płakało niepocieszonym deszczem. Westchnęła i uchyliła okno, by wpuścić odrobinę świeżego powietrza. Przez szczelinę dostrzegła błysk słońca muskający trawnik. Przez chwilę myślała, że to tylko złudzenie. Jak to możliwe, by pogoda zmieniła się w kilka sekund? Otworzyła okno szerzej — i ukazał jej się przepiękny, słoneczny dzień. Przeleciała mała zięba, a ona byłaby gotowa przysiąc, że ptaszyna puściła do niej figlarne oczko.
Stała osłupiała, podczas gdy jej umysł desperacko próbował pojąć to, co właśnie zobaczyła.
Pobiegła do drzwi i otworzyła je — na dachach deszcz nadal wygrywał miarowy rytm, niczym niezwykle oddany perkusista. Zamknęła drzwi i otworzyła je ponownie. Deszczowa solówka trwała w najlepsze. Pobiegła z powrotem do sypialni, otworzyła okno — i znów to samo: błękitne niebo bez ani jednej chmurki.
Przechodziła następnie z pokoju do pokoju, sprawdzając po kolei każde okno. Za oknem pracowni było raczej słonecznie, z delikatną mżawką i piękną tęczą w oddali. Okno salonu oferowało ciche, stłumione pomruki burzy. W łazience pogoda była całkiem przyzwoita, choć dość wietrzna.
Chodziła tak w kółko, jakby kolejne otwieranie okien miało pomóc jej zrozumieć to, co widzi.
W końcu postanowiła pójść o krok dalej. Otworzyła drzwi i wyszła w deszcz, pozwalając, by przemoczył ją do suchej nitki. Potem wróciła do sypialni — tej, która bezsprzecznie miała najlepszą pogodę. Otworzyła okno na oścież i wspięła się przez nie na zewnątrz. Stanęła na zupełnie suchej trawie swojego ogrodu, czując ciepłe promienie słońca, które osuszały krople na jej skórze.
Nacieszyła się chwilę słońcem, po czym postanowiła obejść dom i sprawdzić, co się stanie, jeśli spróbuje wrócić do środka przez drzwi. Przeszła przez słoneczny ogród, jasne podwórko i podeszła do drzwi wejściowych skąpanych w słońcu. Wciąż nie mogła w to uwierzyć. Kilka minut wcześniej stała pod tymi samymi drzwiami całkowicie przemoczona. Weszła do środka, zamknęła drzwi i otworzyła je ponownie — znów powitał ją ten sam perkusyjny rytm, stały i niezmienny.
Jej zdumienie powoli ustępowało miejsca rozbawieniu. Czy to możliwe, że każdego dnia może mieć taką pogodę, jaką tylko zechce? Co za dar! Roześmiała się głośno, a ściany domu odpowiedziały jej łagodnym echem, jakby dom śmiał się razem z nią.
Później, gdy ta niemożliwość wyboru własnej pogody stała się dziwnie znajoma, przyszła jej do głowy pewna myśl. W gruncie rzeczy każdy z nas mieszka w takim magicznym domu, w którym możemy wybrać okno z lepszą pogodą. Wszyscy żyjemy w domach naszych umysłów, gdzie myśli są oknami. Każda z nich otwiera inną perspektywę i ma moc przeniesienia nas do innej rzeczywistości.
Jeśli myśl, przez którą patrzysz na świat, przynosi deszcz i burzę — poszukaj innej. A potem kolejnej. I następnej. Szukaj tak długo, aż znajdziesz tę, która poprowadzi cię w ciepłe objęcia słońca pod błękitnym niebem. Albo do jakiejkolwiek innej pogody, którą lubisz. Naprawdę warto — nawet jeśli czasem trzeba się trochę powspinać, by wyjść na zewnątrz.
Leave a Comment