READ THIS STORY IN: 🇬🇧 EN, 🇭🇷 HR, 🇮🇹 IT

Wrona zakrakała trzy razy, przecinając ciemną ciszę tuż przed świtem. Sowa odwróciła głowę ku znikającemu księżycowi i wzbiła się w lot. Wrona zakrakała jeszcze raz, a wielkie drzewo eksplodowało setkami kawek, malujących wirujące mandale na czarnym płótnie nieba.
Zmiana nadchodziła — jeszcze niewidoczna, lecz nieuchronna.
Pierwsze nieśmiałe promienie poranka dotknęły ziemi, budząc delikatnie nasiona pogrzebane tam przed miesiącami. Nadszedł ich moment. Czas było ruszyć ku górze. Ziemia, dość ciężka, by chronić przed zimnem, teraz ustępowała drobnym pędom, wędrującym ku ciepłu, które zawsze znały i za którym tęskniły. Przygotowywała się, by znów przyodziać się w zieleń i kwiaty.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się niezmienione, świat wciąż zatrzymany przez chłód i ciemność. A jednak oznaki zmiany można było poczuć, zanim stały się widoczne. Powietrze powoli wypełniało się słodką świeżością, stając się lżejsze w płucach i niosąc zapowiedź powrotu życia. Niemal ekscytującą, lecz jeszcze nie do końca. Cichą obietnicę możliwości.
Wiatr łagodniał, niemal figlarny, igrając z małymi ptakami i szeleszcząc wśród pozostałości minionych pór roku. Jego oddech stawał się cieplejszy, gdy szeptał do nagich jeszcze gałęzi, zapraszając liście do tańca.
Woda czekała cierpliwie, pamiętając światło delikatnym połyskiem szronu. Powoli rozluźniła swój lodowy uścisk, gotowa znów płynąć, karmić zamiast zatrzymywać. Z każdym dotknięciem słońca odzyskiwała swój blask i spokojne lśnienie. Deszcz nie spadał już jak sople przebijające skórę, lecz jak miękkie, kojące bębnienie o ziemię. Na każdy błysk światła odpowiadała falą.
W pojedynczej kropli drżącej na końcu gałęzi zapisana była ta historia miłosna.
Ogień dotykający wody.
Ziemia podtrzymująca ich oboje.
Powietrze niosące ich oddech.
Miłość płynąca łagodnie przez wszystko, splatająca świat w jedność.

Nawet po całym tym czasie słońce nigdy nie mówi do ziemi: „Jesteś mi coś winna.” Zobacz, co dzieje się z taką miłością. Rozświetla całe niebo.
— Hafiz
Leave a reply to Anonymous Cancel reply