READ THIS STORY IN: 🇬🇧 EN, 🇭🇷 HR, 🇮🇹 IT

Dawno, dawno temu Ziemię zamieszkiwały istoty magiczne — jedne olśniewające pięknem i dobrocią, inne osobliwe, mroczne, budzące lęk. To one były prawdziwymi gospodarzami tej cudownej planety, na długo zanim pojawił się na niej człowiek.
Kiedy ludzie przybyli na świat, byli również częścią królestwa magii. W niektórych z nas płonęła iskra czarów: w czarodziejach, wiedźmach, czarnoksiężnikach, druidach. Inni wiedli życie skromne i zwyczajne, lecz wszyscy potrafili magię dostrzec i poczuć. Nasze losy splatały się z losem innych stworzeń.
Wróżki doglądały naszych ogrodów, otwierając kwiaty dotykiem skrzydeł. Krasnale zamieszkiwały lasy, regularnie odwiedzając nory swych zwierzęcych sąsiadów. Giganci żyli na uboczu, stroniąc od towarzystwa, bo taka była ich natura.
A po ciemniejszych ścieżkach snuły się ogry, wilkołaki, strzygi i baby jagi — istoty, których rozsądni ludzie woleli nie niepokoić.
Świat światła i świat cienia współistniały zgodnie, człowiek zaś egzystował pomiędzy nimi w delikatnej harmonii. Do czasu. Pewnego dnia pojawił się wirus racjonalności i szybko rozprzestrzenił wśród ludności.
Druidzi stali się drwalami. Czarnoksiężnicy zaczęli piąć się na szczyty drabin korporacyjnych. Mędrców i magów zastąpili naukowcy, wlewający chemikalia do fiolek, które dawniej mieściły eliksiry.
Harmonię zastąpiła analiza, a zachwyt — rozbiór świata na czynniki pierwsze. Im głębiej zaglądaliśmy w struktury rzeczy, tym bardziej umykała nam ich istota. Kawałek po kawałku odzieraliśmy rzeczywistość z magii.
Gdy wirus rozlał się szeroko, a zielona Ziemia zaczęła ginąć pod warstwami betonu, magiczne stworzenia zaczęły odchodzić. Jedne uciekły do innych światów, inne schroniły się w ostępach tak dzikich, że ludzka stopa nie potrafiła tam sięgnąć. Część zapadła w głęboki, pradawny sen. A nieliczne — te najbardziej pełne nadziei — pozostały wśród nas, czekając cierpliwie, aż odzyskamy zdolność widzenia tego, co niewidzialne.
Choć wielu ludzi zapomniało o pradawnym świecie, w niektórych z nas wciąż drzemie pamięć — subtelny szept, który przypomina, że życie nabiera pełni tam, gdzie człowiek żyje blisko natury.
Mam szczęście mieszkać na skraju lasu. Choć nie dostrzegam całej krainy magii, czuję jej oddech w powietrzu. Od kilku lat obserwuję, jak teren naszego ogrodu nieznacznie się zmienia. Górka staje się coraz bardziej stroma, a tam, gdzie niegdyś była gładka powierzchnia, wyrastają delikatne wypiętrzenia.
Zdarza mi się zastanawiać: czy pod naszymi stopami spoczywa jeden z pradawnych gigantów? Czy zasnął tysiące lat temu, przysypany ziemią, i teraz powoli porusza się we śnie?
Gdy pielęgnujemy ogród, wyobrażam sobie, że gigant czuje nasze gesty — łagodne muśnięcia, delikatne drapania. I myślę o tym, co by się wydarzyło, gdyby się przebudził. Czy uniósłby się z wystarczającą ostrożnością, by nie naruszyć naszego małego domu?
Ta myśl ma w sobie odrobinę lęku… lecz więcej ciekawości. Obecność magicznych sąsiadów daje więcej radości niż obawy.
Może gigant pragnął, bym go dostrzegła. Może czekał. Może wierzy, że najpierw obudzą się ludzie — że przypomną sobie o świecie, który był ich prawdziwym domem. Być może dopiero wtedy zdoła otworzyć oczy.
Musimy pozwolić, aby magia, która przenika żyjący świat, przyniosła nam uzdrowienie i poprowadziła z powrotem w miękkie, zielone objęcia Matki Natury.
A Matka Natura trwa w cierpliwym oczekiwaniu na swoje zagubione dzieci. Śpiewa nam szeptem wiatru i cichym stukotem deszczu. Co wiosnę posyła kwiaty. A swych posłańców — wierne futrzaste istoty, koty i psy — prosi, by trwały u naszego boku, strzegąc ostatniej nici łączącej nas ze światem magii i chroniąc nas przed całkowitym pochłonięciem przez wirus.
Nieustannie kochająca, bez końca wybaczająca, zawsze trzyma dla nas gotowe miękkie poduszki z mchu, na których spoczniemy nasze zmęczone głowy, gdy zdecydujemy się wrócić do domu.
Leave a Comment