READ THIS STORY IN: 🇬🇧 EN, 🇭🇷 HR, 🇮🇹 IT

Świt obudził ją — usłyszała swoje imię wypowiedziane we śnie. Usiadła na łóżku, wciąż na wpół zanurzona we śnie, a echo nieznanego głosu jeszcze przez chwilę brzmiało w jej uszach.
Budziło się także słońce. Cienkie promienie światła przeciskały się do sypialni, jakby próbowały rozsunąć zasłony. Wstała i je otworzyła. Pokój wypełnił się światłem, odsłaniając piękny letni poranek.
Było bardzo wcześnie. Ludzki świat jeszcze spał, pogrążony w ciszy, ale ptaki już śpiewały, układając plany na nadchodzący dzień. Przez chwilę pomyślała, by wrócić do łóżka, lecz świt kusił ją obietnicą dnia. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wyszła na zewnątrz i usiadła na ganku.
Powietrze było intensywnie świeże. Słońce pieściło każdy centymetr jej skóry niczym najczulszy z kochanków. Nagle od strony morza nadciągnął nieco silniejszy podmuch wiatru i przez ułamek sekundy wydało jej się, że niesie ze sobą szept jej imienia.
Postanowiła pójść na plażę — to był doskonały pomysł, bo brzeg, zwykle zatłoczony przez całe lato, był zupełnie pusty. Zdziwiło ją, że znów ma wrażenie, jakby słyszała swoje imię, tym razem w powtarzającym się szepcie fal.
Stanęła na linii brzegu i pozwoliła morzu muskać palce stóp delikatnym zaproszeniem, by wejść głębiej. Weszła dalej, pozwalając wodzie otulić jej ciało jak chłodny, aksamitny szal, i płynęła, aż stopy przestały wyczuwać dno.
Zatrzymała się i pozwoliła wodzie się unosić, czując, jak podtrzymuje jej ciało — miękko i pewnie jednocześnie. Nie trzeba się niczego trzymać, aby być unoszonym, pomyślała.
Leżała na powierzchni, niesiona przez morze. Łagodne kołysanie fal poruszyło wspomnienia. Zawsze mieszkała blisko wody.
Leżąc tak, obserwowała chwile swojego życia unoszące się niczym małe chmury na błękitnym płótnie nieba — białe, puszyste wspomnienia minionych momentów. Chwile, które wyparowały i które teraz można było oglądać jedynie z dystansu.
Niektóre z nich wywołały łzy. Uczucia zaczęły się zmieniać jak łagodny wir: kropla tęsknoty, strużka śmiechu, sopel żalu, fala radości. Poczuła, jak łzy — drobne krople słonej wody — powoli spływają po policzkach i łączą się z morzem.
Wzięła głęboki oddech i zanurkowała, pozwalając, by łzy i wspomnienia zostały z niej obmyte i odpłynęły z nurtem. Trwała w podwodnej ciszy tak długo, jak mogła, obserwując delikatne kołysanie wodorostów i małe ryby poruszające się wokół w eleganckim, cichym tańcu.
Prawie zapomniała, że jest człowiekiem. Czuła się częścią podwodnego świata, jakby na chwilę przybrała kształt jednego z jego stworzeń — jakby woda stała się dla niej naczyniem, zdolnym przyjąć każdą formę bez pytań, bez osądu.
W końcu płuca wyrwały ją z tej cichej zadumy i wynurzyła się na powierzchnię, nabierając powietrza. Fale wciąż ją kołysały, szepcząc wdech — wydech, wdech — wydech, prowadząc jej oddech z powrotem do naturalnego rytmu.
Czas wracać — pomyślała i popłynęła w stronę brzegu. Woda poruszała się razem z nią, znów ją niosąc — miękko i pewnie.
Usiadła na skałach, by wyschnąć na słońcu, trzymając stopy w wodzie i czując, jak fale je obmywają. Patrzyła, jak morze z elegancją omija przeszkodę jej stóp, wciąż odnajdując swoją drogę naprzód. Spojrzała na skały — ich krawędzie były zaokrąglone, ukształtowane przez ten sam łagodny, cierpliwy i wytrwały nurt. Woda dopasowywała swój kształt do wszystkiego wokół, a jednocześnie miała moc przekształcania tego, czego dotykała.
Odeszła, wsłuchując się w pieśń fal za plecami. Odwróciła się jeszcze, by spojrzeć na bezkresny błękit, poruszający się w swoim pradawnym rytmie, bez pośpiechu i troski — zadziwiająco stabilny w nieustannym ruchu, odnajdujący równowagę w zmianie.
Poczuła sól na swych ustach i uśmiechnęła się na myśl o słonym smaku morskiego pocałunku. Potem ruszyła z powrotem ku budzącemu się światu, z solą na skórze i cichym rytmem morza nadal płynącym w jej wnętrzu.
Leave a reply to brisklybriefb5fc6a2e1f Cancel reply